Categories
blog

Zwykle będzie to lekarz szpitalny (dla pacjenta medycznego)

Zwykle będzie to lekarz szpitalny (dla pacjenta medycznego)

Czy Klinika MinuteClinic na każdym rogu ulicy to naprawdę panaceum dla osób powyżej 60 roku życia?

Jedną z najmądrzejszych kobiet, jakie kiedykolwiek znałem, była Millie, sąsiadka i przyjaciółka, która dożyła ponad 90 lat. Po przejściu na emeryturę jej lekarza pierwszego kontaktu poprosiła o pomoc w znalezieniu nowego lekarza. Zdecydowanie chciała mieć lekarza, który znał jej imię i chciał zapytać ją o opinię.

Millie nie była skłonna do szczepienia przeciw grypie w klinice sprzedaży detalicznej, więc nie ma wątpliwości, że nie szukałaby pomocy w takiej klinice, gdy była chora. Właściwie to przez lata odwiedzałem ją w domu, aby samemu podać jej szczepionkę przeciw grypie. Często czule opowiadała o lekarzu, którego miała jako dziecko. Podczas jednej z takich wizyt domowych po raz pierwszy dowiedziałem się, że Millie straciła ojca na grypę podczas epidemii 1918 roku.

Świadczenie opieki zdrowotnej w miejscu zwanym MinuteClinic wydaje się przewrotne. Rodzaj relacji lekarz-pacjent, który można pielęgnować w ciągu minuty, nie jest tym, o którym warto pisać do domu.

Podczas gdy CVS i Walgreens postrzegają podstawową opiekę geriatryczną jako kolejną niewykorzystaną żyłę złota, dla mnie relacja ta została utrwalona w książce Normana Rockwella. "Lekarz" rezonuje dziś tak samo, jak 90 lat temu. Bezproblemowe ekosystemy nie mogą się równać z "chęć postawienia fachowej wiedzy u stóp dziecięcej magii."

Więź, którą łączyliśmy z Millie, była magiczna. A każdy pacjent zasługuje na lekarza, który zna jego imię.

Niran S. Al-Agba, MD, jest pediatrą, który prowadzi blog w MommyDoc.

Ten post pojawił się na KevinMD.

Ostatnia aktualizacja: 11 sierpnia 2020 r

Randki online są w dzisiejszych czasach wściekłością. Statystyki wskazują, że ponad jedna trzecia par spotyka się teraz online. Dla czytelników, którzy poznali swojego męża lub żonę w tradycyjny sposób i są zdumieni tym całym nowym światem (i nie zrozumcie mnie źle, prawdopodobnie istniało wiele sposobów, w jakie te czasy były lepsze!) I czy rozumiesz całość online, czy randkowanie w aplikacji czy nie – to coś, co Twoje dzieci i wnuki będą robić, aby poznać swoich przyszłych partnerów życiowych.

Wcześniej pisałem o sile uśmiechu i o tym, jak czyjeś zdjęcia profilowe mogą wiele powiedzieć o ich ukrytym charakterze. Opiera się to na teorii psychologicznej znanej jako cienkie plastry.

Jako ktoś, kto sam przeszedł przez to wszystko, myślę, że mógłbym napisać krótką książkę o moich doświadczeniach. Oprócz uśmiechu mam wiele innych teorii na temat tego, co oznaczają różne rzeczy w profilu online. Na przykład, co to znaczy, że ludzie mają tylko swoje zdjęcia w grupach, publikują tylko zdjęcia sprzed dekady lub wcześniej, przyjmują określone pozy, wolą ujęcia w plenerze niż w pomieszczeniach – i dużo więcej. Ponadto, co naprawdę wskazują pewne zwroty i niejasne opisy na temat tej osoby, wraz z konsekwencjami słabej pisowni i gramatyki w profilu.

Wszyscy słyszeliśmy słynne powiedzenie, że obraz jest wart tysiąca słów. Ludzie są wizualnymi zwierzętami, a oglądanie zdjęć z przyszłego meczu jest oczywiście niezwykle ważne.

Dwa z największych internetowych portali randkowych, Match i Zoosk, zaczęły ostatnio zachęcać do tworzenia profili wideo, które na to pozwalają "opowiedz swoją historię" w krótkim klipie wideo. Istnieją narzędzia do dodawania zdjęć i kreatywności, gdy mówisz przed kamerą. W erze smartfonów łatwo jest tworzyć w zaciszu własnego domu.

To genialny postęp, ponieważ każdy, kto przeszedł przez randkowanie online i proces faktycznego poznawania ludzi po raz pierwszy, wie, jak zdjęcia mogą niewiele znaczyć, poza tym, że mówią tylko o czyimś wyglądzie. Filmy będą przyszłością, ponieważ czyjeś osobowości można całkowicie poznać w ciągu kilku krótkich minut – dając znacznie wyraźniejszy obraz tego, kim jest ta osoba. Ile tysięcy, a może teraz milionów randek horroru zostałoby unikniętych, gdyby tylko ludzie mogli zobaczyć jednominutowe wideo z ich potencjalnego dopasowania? Ile czasu zaoszczędziliby zapracowani ludzie, którzy chcą poznać swojego przyszłego partnera życiowego?

Jest to jednak przede wszystkim blog poświęcony zdrowiu, więc przypuszczam, że powinienem wrócić do świata medycyny, zanim zbytnio się odbiegam. Cóż, cały ten film sprawił, że pomyślałem teraz o innym wielkim temacie: telemedycynie.

Wszyscy o tym mówią w służbie zdrowia. Muszę przyznać, że na początku byłem wielkim sceptykiem w stosunku do tej technologii, wierząc, że tylko prawdziwa interakcja lekarz-pacjent jest sposobem, w jaki wszystko może się dobrze potoczyć. Jednak w ciągu ostatnich kilku lat zrobiłem pełne 180. Dzieje się tak, ponieważ nieunikniony przyszły sukces telemedycyny leży dokładnie w tym samym przyczynie, dla którego przyszłość randek internetowych będzie polegała na krótkich filmach, a nie na zdjęciach i tekstach. Są ku temu trzy powody:

1. Ludzie są istotami społecznymi, które pragną połączenia jeden na jeden. To może wydawać się dziwne w przypadku telemedycyny, ponieważ w prawdziwym życiu zasadniczo nie odbywa się ona twarzą w twarz – ale jako ludzie możemy całkowicie tworzyć połączenia, gdy widzimy kogoś wizualnie. Jesteśmy przygotowani do rozmawiania i komunikowania się z innymi ludźmi poprzez kontakt twarzy, kiedy możemy patrzeć na siebie nawzajem, podświadomie analizować mimikę i mowę ciała, formując nasze wrodzone osądy. Dlatego też możemy łączyć się z ludźmi podczas oglądania programów telewizyjnych i filmów.

2. Opieka zdrowotna, podobnie jak randki, jest obszarem niezwykle osobistym i emocjonalnym. Żadna ilość rozmów przez telefon, komunikowanie się za pośrednictwem aplikacji lub wiadomości tekstowych – nigdy nie zastąpi osobistego kontaktu z lekarzem w sprawach dotyczących Twojego zdrowia i dobrego samopoczucia.

3. Na poziomie klinicznym, zakładając, że pilne badanie nie jest potrzebne, można wiele zyskać na wirtualnej konsultacji i ocenie telemedycznej. Uważaj na to coraz bardziej, ponieważ tradycyjne spotkanie w gabinecie wychodzi przez okno z powodu wielu rutynowych dolegliwości. Nadal można utrzymywać relacje osobiste między pacjentem a lekarzem i jest to coś, co pacjenci docenią, o ile nadal będą mogli spotkać się z lekarzem w prawdziwym życiu. W przeciwieństwie do wielu rzeczy w realiach podstawowej opieki zdrowotnej, których świat technologii nie rozumie, telemedycyna jest koncepcją, która ostatecznie się sprawdzi. Miejmy nadzieję, że wszelkie problemy z ochroną ubezpieczeniową lub zwrotem kosztów również można szybko rozwiązać.

Wszechobecność smartfonów i innych urządzeń z funkcjami natychmiastowego wideo również zmieniła zasady gry, jeśli chodzi o znalezienie łatwej komunikacji w ten sposób. Żadne z powyższych nie oznacza, że ​​wizyta telemedyczna prawdopodobnie kiedykolwiek całkowicie zastąpi bezpośrednią interakcję w gabinecie lub szpitalu – ale pokazuje, że tak długo, jak będziemy kierować się w technologiczną przyszłość, nadal pozostaniemy istoty ludzkie, które potrzebują pewnego poziomu kontaktu z lekarzami. Telemedycyna może to w pełni zaspokoić.

Suneel Dhand jest lekarzem medycyny wewnętrznej i autorem. Jest założycielem DocSpeak Communications i współzałożycielem DocsDox. Prowadzi blogi w swojej własnej witrynie Suneel Dhand. Ten post pierwotnie ukazał się na KevinMD.

W amerykańskich szpitalach rozprzestrzenia się nowa epidemia, a lekarstwo jest rozpaczliwie potrzebne. Jest wysoce zaraźliwa i powoduje wiele niepokoju i cierpienia psychicznego. Kosztuje również system opieki zdrowotnej miliony, jeśli nie miliardy dolarów rocznie. Być może nigdy o tym nie słyszałeś. Nie znajdziesz tego w podręcznikach medycznych ani nie usłyszysz o tym żadnego z wielkich nauczycieli medycyny. Ma dziwną nazwę: Syndrom Zbyt wielu kucharzy w kuchni.

OK, tak naprawdę nie jest to choroba medyczna i nie ma korzeni w biologii ludzkiego ciała. Ale nadal może być bardzo niepełnosprawny i uciążliwy dla jednostki, a co ważniejsze, dotyka setek tysięcy hospitalizowanych pacjentów każdego roku. Zapytaj dowolnego lekarza pierwszego kontaktu, a codziennie zobaczą to w akcji na salach medycznych.

Scenariusz wygląda mniej więcej tak.

Pacjent zostaje przyjęty do szpitala i ze względu na złożoność choroby kończy się na spotkaniu z wieloma różnymi specjalistami. W dawnych czasach ich lekarz pierwszego kontaktu nadal widywał ich w szpitalu. Teraz jednak są zwykle przydzielani do lekarza internisty, znanego jako "szpitalnik."

Problem w tym, że ten szpitalista zwykle ich wcześniej nie spotkał, więc musi zaczynać od zera. W zależności od przypadku, innymi specjalistami zaangażowanymi w ich opiekę mogą być również chirurdzy, kardiolodzy, pulmonolodzy, nefrolodzy, gastroenterolodzy – tak nazywasz! Jednak ze względu na ruchliwe środowisko szpitala często istnieje bardzo niewielka bezpośrednia komunikacja między różnymi lekarzami.

Na przykład bardzo często zdarza się, że jeden specjalista mówi pacjentowi jedną rzecz (np. "Twoje serce jest zdecydowanie problemem"), a godzinę później inny specjalista, by powiedzieć coś zupełnie innego ("Twoje płuca są zdecydowanie głównym problemem"). W międzyczasie szpitalnik niekoniecznie otrzymywałby regularne informacje o tym, co się robi, jakie nowe leki są podawane i jak zmieniła się strategia leczenia. Wszystko to w czasie, gdy pacjent jest przytłoczony informacjami od tak wielu różnych lekarzy!

Powyższa sytuacja rozgrywa się na co dzień w całym kraju i jest właściwie symbolem znacznie większego problemu – rozdrobnienia systemu opieki zdrowotnej. Wpływa to negatywnie na satysfakcję pacjentów i doświadczenia w szpitalu, powodując po drodze wiele frustracji i fungonis gel ulotka nieporozumień.

Więc jakie jest rozwiązanie? Cóż, na początku byłoby absolutnie jasne, kto jest "kapitan statku" jest w trakcie hospitalizacji. Zwykle będzie to lekarz szpitalny (dla pacjenta medycznego). Następnym krokiem jest upewnienie się, że każdy specjalista, który widzi pacjenta, rozumie, kim jest ten główny lekarz (a także ponownie podkreśla to pacjentowi) i natychmiast przekazuje mu swój plan. Nie musi to być długotrwały proces i może być tak prosty jak plik "strona tekstowa."

Następną rzeczą jest wciągnięcie na pokład lekarzy szpitalnych, aby wzięli na siebie płaszcz "kapitan statku" – nawet jeśli opiekę kieruje głównie inny specjalista (np. pacjent oczekujący na zabieg operacyjny).